#biegamjakmampowód

I właściwie sam tytuł mówi wszystko 😉 Przyznam szczerze, że od pamiętnego Biegu Rzeźnika w 2018 roku, bieganie trochę mi się znudziło… Chociaż czy to na pewno dobre słowo? Nie wiem…

Faktem jest, że od tamtego czasu raczej nie spotkacie mnie na zawodach. Chyba, że w roli kibica albo… no właśnie 😀

Od 2015 roku (czyli od czasu, kiedy pracuję u mojego pracodawcy), firmowo angażujemy się we wrocławskie biegi charytatywne. Każdego roku wystawiamy swoje sztafety i bierzemy udział w Biegu Firmowym (organizowanym przez Fundację Everest) oraz w Poland Business Run. I pomimo tego, że bieganie nie jest aktualnie moją ulubioną dyscypliną sportu, nadal biorę w nich udział 😊

Jak tylko ruszają zapisy, zawsze jest mocne postanowienie „będę trenować”, ale później mija dzień za dniem i tego czasu (i chęci) na ruszenie tyłka wciąż brakuje. Jak nadchodzi dzień startu, wyciągam biegowe buty i razem z moimi współpracownikami pokonuję zadany dystans. Oczywiście, odradzam starty bez przygotowania – uważam to za niezbyt rozsądne, pomimo tego, że ostatnio sama tak robiłam 😉

Tegoroczny Bieg Firmowy i Poland Business Run odbywały się tydzień po tygodniu. Przed każdym z nich nie zrobiłam żadnego (biegowego) treningu. Ale forma ‘jakaś’ była. Nie był to poziom, którym można się pochwalić, ale wciąż było na tyle dobrze, że nie musiałam w trakcie przechodzić do marszu 😊 Szczęśliwie, treningi około-fitnessowe pozwoliły mi na utrzymanie jako-takiej formy (co też było dla mnie niemałym zaskoczeniem). No i spoko – był powód (cel charytatywny), więc pobiegłam – w jednym przypadku był to dystans 5km, w drugim 4km, więc tragedii nie ma. Odfajkowane, do kolejnego biegu prawie rok, buty z powrotem do szafy 😊 A przynajmniej tak myślałam, bo w październiku pojawił się kolejny powód. Otóż Jane (koleżanka z naszego brytyjskiego biura) poinformowała nas, że bierze udział w półmaratonie i połączyła te zawody ze zbiórką pieniędzy na rzecz hospicjum – St. Richard’s Hospice. Oczywiście, włączyłam się w zbiórkę (bo bardzo kibicuję takim aktywnościom, tym bardziej, kiedy znam historię kryjącą się za tym). Niestety, okazało się, że półmaraton został odwołany (pandemia znów górą ☹). Nie chcąc zawieść ludzi biorących udział w zrzutce, koleżanka postanowiła na własną rękę przebiec dystans półmaratonu. I co najważniejsze – jej Mama (71-letnia kobieta) postanowiła jej towarzyszyć (na pewnych warunkach). Żeby było w miarę rozsądnie, Panie postanowiły podzielić dystans na dwa dni – 31. października przebiegły połowę dystansu, dzień później drugą. Powiem Wam szczerze, że jak usłyszałam, że ponad dwukrotnie starsza ode mnie kobieta chce to zrobić, poczułam się głupio i postanowiłam okazać swoje wsparcie 😊 Wirtualnie dołączyłam do Pań i również w ostatni weekend przebiegłam kolejno: 11,06 km i 10,14 km 😊

I wiecie co? Nadal lubię biegać… ale teraz szukam sobie do tego powodów 😀 Każdy znajdzie go w czymś innym. Mnie mega motywuje, jak przez moje zwykłe bieganie, mogę jakkolwiek, komukolwiek pomóc. A historia Jane i Sue (Mamy) jest dla mnie mega inspiracją. Mam nadzieję, że nie jest to nasz ostatni wspólny start 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close